Ruch „drink less” zdobywa coraz większą popularność za wielką wodą, a napoje bezalkoholowe, w tym wina i piwa, przeżywają istny renesans. Jednak wiele restauracji i barów wciąż nie serwuje nic więcej niż napoje gazowane. Dlaczego mimo rosnącego popytu nadal tak trudno o przemyślaną ofertę drinków „zero”?
Rosnące zainteresowanie napojami bezalkoholowymi
Coraz więcej osób, szczególnie z pokoleń Millennialsów i Gen Z, deklaruje, że pije mniej alkoholu: odpowiednio 57 proc. i 65 proc. z nich. To duży wzrost względem poprzednich lat. Powody? Zdrowie, dobre samopoczucie, styl życia. Takie zmiany spowodowały, że rynek napojów bezalkoholowych dynamicznie się rozwija. W ostatnim roku sprzedaż drinków pozbawionych procentów w USA wzrosła o 26 proc., przekraczając 800 milionów dolarów.
Gastronomia wciąż pozostaje w tyle
Restauracje i bary niechętnie wprowadzają do menu napoje bezalkoholowe. Alkohol stanowi znaczną część ich przychodów, a stworzenie pełnoprawnej oferty „zero” wymaga inwestycji, szkolenia i zmiany nawyków pracy.
Ceny jakościowych napojów bezalkoholowych nie odbiegają od tych alkoholu, a mimo to traktuje się je jako niszowe dodatki. W efekcie osoby niepijące często nie mają opcji, które pozwoliłyby im spędzać czas w restauracji w taki sam sposób jak goście sączący lampkę tradycyjnego wina.
Czy rynek napojów bezalkoholowych ma szansę rozkwitnąć się w gastronomii?
Z perspektywy trendów, jak najbardziej. Rosnące zapotrzebowanie, coraz lepsza jakość produktów i gotowość konsumentów, aby za nie zapłacić, tworzą mocne fundamenty. Lokale, które się odważą, mogą nie tylko zyskać nową grupę klientów, ale też zbudować wizerunek miejsca nowoczesnego, otwartego na różne potrzeby i świadome współczesnych trendów.
Więcej przeczytasz w materiale źródłowym: https://www.wineenthusiast.com/culture/non-alcoholic/where-are-the-na-drinks/


